Dlaczego mama
się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Pytałam bez końca, ale oni
tylko odwracali wzrok i szeptali coś do siebie. Czułam się jak gdybym była w
szklanym pomieszczeniu, zupełnie odgrodzona od świata. Nieobecna i samotna.
Obok mnie pojawiały się coraz to nowe postacie mówiąc coś do mnie. Ale mnie już
nie było, słyszałam tylko bicie swojego serca, które tłukło się niemiłosiernie
w mojej piersi. Zaczęli mną potrząsać z zamiarem przywrócenia do
rzeczywistości, ale w rezultacie wszystko mi się rozmazało a następnie
zniknęło. Było ciemno, byłam sama, bałam się. Chciałam biec, ale nie miałam
bladego pojęcia gdzie. Dokąd zaprowadzi mnie ta ścieżka… Nagle ujrzałam mamę,
uśmiechniętą jak zawsze w swojej ulubionej letniej sukience. Podbiegłam do niej
i przytuliłam się do jej nóg, wtedy ona uklękła i mocno mnie objęła. Łzy same
zaczęły płynąć strumieniami. Ona mnie uciszała i powtarzała w kółko „Kocham
Cię, musisz być dzielna”. Jednak ja nie chciałam tego słuchać, chciałam tu z
nią zostać na zawsze. Obudziłam się i zaczęłam krzyczeć… Byłam wściekła.
Zabrali mi ją, zabrali mi ją, ZABRALI MI JĄ! Szarpałam się, ale złapało
mnie paru lekarzy i wstrzyknęli coś na uspokojenie. Teraz wszystko wydawało się
takie proste, moje myśli zaczęły powoli „przepływać” mi przez głowę a nie jak
dotąd „przelatywać” przez nią przynosząc ból, krzyk, lęk i łzy. Do
pomieszczenia weszła szczupła i wysoka kobieta, niezbyt ładna o głosie
przypominającym rechot hieny. Postanowiłam, że nie chcę z nią
rozmawiać! Nie chcę ale muszę! Podeszła do mnie, wzięła mnie za rękę
i zaczęła mówić co się stało… Nie rozumiałam co do mnie mówi. Jak to
odeszła? Ale gdy wypowiedziała t o z d a n i e, chciałam znowu
się rzucać, chciałam, ale nie mogłam. Każdy ruch który zrobiłam, który wydawał
mi się szybki i gwałtowny w rzeczywistości przypominał poruszanie się żółwia.
Znowu zaczęła mnie boleć głowa. „TWOJA MAMA SIĘ JUŻ NIE OBUDZI,
NIGDY”. Odwróciłam głowę nie mając już siły na nią patrzeć. W końcu wstała
i wyszła, zostawiając mnie samą. Tydzień później dostałam wypis ze
szpitala. Wcześniej zostałam też poinformowana, że trafiam pod opiekę
ojca, który ma inne, swoje dzieci, mające już inną mamę, ż y j ą c ą
mamę. Po przyjeździe próbowali ze mną rozmawiać ale to jak bardzo tego nie
chciałam przeważyło i wysłali mnie do psychologa, z którym ciężko się rozmawiało,
ale jednak. Pokazał mi różne sposoby na radzenie sobie z żalem po stracie
bliskiej osoby, ale rzadko z nich korzystałam, właściwie wcale. Siedziałam
godzinami w pokoju wychodząc tylko na śniadanie, obiad i kolacje, chociaż
zdarzało się, że siedziałam całymi dniami sama. Pewnego dnia przyszła do mnie
Nora, starsza córka taty, lecz młodsza ode mnie o 2 lata. Chciała się pobawić i
była nieugięta w swych postanowieniach, nawet gdy krzyczałam różne
nieprzyjemności, żeby dała mi spokój. Po paru minutach otworzyłam drzwi,
pchnęłam ją mocno a ona upadła i zaczęła płakać i krzyczeć na przemian.
Zamknęłam pokój i dalej siedziałam w nim sama. Do szlochającej Nory podeszła
macocha i zapytała się co się stało, ona oczywiście wszystko jej powiedziała.
Macocha słysząc to nawet nie zapukała, tylko wpadła do mojego pokoju jak
opętana i zlała mnie tak, że i ja zaczęłam płakać. Później wychodząc
powiedziała, że następnym razem gdy podniosę rękę na jej dziecko nie będzie
taka wyrozumiała. Tata zaś był w pracy, zostawił mnie! ZOSTAWIŁ,
ZOSTAWIŁ!Po jakimś czasie przestałam płakać i poszłam się wykąpać, ponieważ
zbliżał się wieczór. Miałam własną łazienkę a w niej ogromne lustro do samej
podłogi, więc gdy się rozebrałam mogłam obejrzeć swoje drobne ciało teraz
pokryte sińcami. Szybko się wykąpałam i przebrałam w piżamę z długimi rękawami,
żeby nie musieć oglądać swojego ciała. A, że był środek lata, to otworzyłam
okno i spałam bez okrycia. Tydzień później przy obiedzie, gdy tata wrócił już z
pracy patrzyłam się na macochę przeszywającym wzrokiem, a ona uciekała od niego
i mówiła coś czule do Nory i Alexa. Jednak zawsze po jakimś czasie i tak na
mnie krzyczała, uderzała w głowę i wyganiała do pokoju. A gdy przychodził tata,
mówiła, że źle się czuje. Nigdy tak naprawdę nie mogłam z nim trochę dłużej
porozmawiać. Nigdy nie zapytał jak się czuje, nie przytulił jak robiła to mama.
Zostawił mnie gdy byłam malutka, zaledwie kilkumiesięczna. Teraz, gdy mam 7 lat
traktuje mnie jak nastolatkę, która „ma humorki”. A ja chciałam, żeby ktoś mnie
przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Tak minęły mi trzy lata,
macocha krzyczała i biła mnie coraz częściej, często bez wyraźnej przyczyny.
Jej dzieci trzymały się ode mnie z daleka a tatuś rzadko bywał w domu, a gdy
bywał to pytał jak w szkole i na tym się kończył dialog z „kochającym
tatusiem”. Gdy pojechaliśmy pewnego dnia wszyscy razem na basem, spakowałam
się, ale nie miałam zamiaru pływać i pokazywać sińców na ciele. Tata zauważył
obawę w moich oczach i pierwszy raz mnie przytulił i zapytał co się dzieje.
Rozpłakałam się pierwszy raz od roku. Powiedziałam mu wszystko, wszystko ze
szczegółami, każdy dzień, który spędziłam z macochą w domu. Dokładnie opisałam
mu ten pierwszy raz, kiedy mnie uderzyła za pchnięcie Nory. Oczy mu się
zeszkliły. Cały czas powtarzał jak strasznie jest mu przykro i przeprasza za to
wszystko, że nic nie widział, nie rozmawiał ze mną i że nie było go przy mnie.
Angela, która teraz siedziała w brodziku z Alexem nie zauważyła jak tata się
przebrał, spakował i razem ze mną ruszył ku wyjściu. Pojechałam z nim do parku
linowego. Bawiliśmy się jak nigdy, co nas do siebie bardzo zbliżyło. Po
zabawach w parku poszliśmy na lody, duże, ogromne! Wtedy dopiero zadzwoniła
Angela. Nawet ja słyszałam jak krzyczy, że muszą poważnie porozmawiać, a tata
tylko się zaśmiał i powiedział, że ma racje, że musz porozmawiać i to poważnie.
Później rozzłoszczona rozłączyła się. Późnym wieczorem, gdy tylko wróciliśmy
rozpętała piekło, kazała mi wyjść, ale tata mocno trzymał mnie za rękę, co znowu
wywołało u mnie łzy. Ona krzyczała a my siedzieliśmy i czekaliśmy aż skończy,
gdy skończyła była czerwona jak burak. Wtedy tata zalecił jej usiąść.
Powiedział, że wie wszystko co się tu działo kiedy go nie było i że jeśli ona
nie zaprzestanie wyżywania się na mnie, rezultat tego może jej się nie
spodobać. Ale następny tydzień nie był lepszy. Ja po codziennym rytuale
katowania mnie, czekałam na tatę, lecz zawsze przed jego przyjściem zasypiałam
a wtedy macocha kładła mnie do łóżka i przykrywała kołdrą. W szkole nauczyciele
zaczęli coś podejrzewać. Pewnego dnia do klasy przyszła pani pedagog i wywołała
mnie. Bałam się jak nigdy. Kazała ściągnąć bluzę, ale ja powiedziałam, że nie
chcę. Wtedy poprosiła, żebym podciągnęła rękaw. Gdy to zrobiłam, podbiegła do mnie
i sama zdjęła mi bluzę i koszulkę. Wtedy wszystkie miały łzy w oczach. Zaczęłam
im tłumaczyć, że wygląda gorzej niż bolało, żeby przestały płakać ale one
jeszcze bardziej się rozpłakały. Rozpętało się piekło- telefony, krzyki, syreny
policyjne… Tato został wezwany do szkoły i też zaczął płakać widząc mnie
półnagą i w dodatku całą siną. Nauczycielka, pedagog i policja żądali od niego
wyjaśnień, więc im je dał, wtedy zabrałam bluzkę z biurka, założyłam i
przytuliłam tatę. Angela została przymusowo poddana leczeniu a mnie zabrali do
pogotowia opiekuńczego. Wtedy koleżanki były jeszcze miłe.. Bały się mnie
dotykać, żeby nie przysparzać mi kolejnego bólu. Było mi głupio, chłopcy też
trzymali się ode mnie z daleka. Po 3 miesiącach kiedy sińce zeszły a po ranach zostały
tylko drobne blizny, mogłam się z nimi bawić. Ale pokazali mi inne
zabawy. ZAKAZANE ZABAWY! Kiedy już wychowawcy spali, my wyciągaliśmy
alkohol, który wcześniej zdobyliśmy i piliśmy go bardzo dużo. Później
zasypialiśmy tam gdzie piliśmy i rano mieliśmy kaca. Po tygodniu znowu przyszła
do mnie t a k o b i e t a, którą spotkałam w szpitalu po tragedii.
Powiedziała, że ciocia ze wsi weźmie mnie pod opiekę. Jakaś rodzina od strony
mamy. Później okazało się, że ta kobieta była żoną brata mojej mamy, którego
ani trochę nie pamiętam. Ciotka ma trzech synów. Erik najstarszy, miał
siedemnaście lat, Lucas i Andrew mieli po piętnaście. Przygotowali mi pokój,
który był kolorowy i znajdował się tuż przy łazience. Mąż cioci Elizy był
istnym tyranem. O wszystkim decydował i dużo pił. Bałam się ,,powtórki z
rozrywki”, ale tam było o wiele spokojniej. Okazało się, że gdy Michael, mąż
cioci nie pije jest bardzo sympatyczny. Z chłopcami też się zaprzyjaźniłam.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy spali ja zeszłam do kuchni w poszukiwaniu alkoholu,
chociaż odrobiny, żeby tylko spróbować. W lodówce było piwo, więc je wzięłam,
ale zostałam przyłapana przez Michaela. Zabrał mi piwo i zaprowadził do pokoju,
byłam zawiedziona. Od tamtej pory chowa swoje skarby. Miałam nauczanie indywidualne
i to nauczyciele przyjeżdżała do mnie. Od poniedziałku do piątku siedziałam z
różnymi nauczycielami w pokoju przez parę godzin. Czytałam, pisałam, uczyłam
się wierszy na pamięć. Po jakimś czasie wszystko do mnie wróciło… To było w
śnie, znowu śniła mi się mama jak wtedy, w swojej sukience. Ale teraz wołała
mnie do siebie, szłam za nią, ale ona się oddalała, zaczęłam płakać. Obudziłam
się i zauważyłam, że płakałam przez sen. Resztę nocy przepłakałam. Znowu
popadłam w depresje. Nie wychodziłam z pokoju, płakałam całe dnie, a nawet
robiłam sobie krzywdę. Miałam wysoki próg bólu, więc musiałam się sporo
namęczyć, żeby poczuć kojący ból. BÓL, BÓL, BÓL. Ciocia poprosiła
nauczycieli o przerwę. I tak pewnego dnia, kiedy chłopcy byli w szkole, a ciocia
w pracy, wujek wcześnie zaczął pić. Wpadł do mojego pokoju, aż podskoczyłam z
zaskoczenia. Rzucił mnie na łóżko i zaczął dotykać. Czułam się jak wtedy w
szpitalu, nie mogłam nic zrobić. Zaczął mnie rozbierać, przeraziłam się.
Płakałam i płakałam i wtedy do pokoju wleciał Erik. Rzucił się na ojczyma i
zaczął go bić. Ale Michael był silniejszy i pijany, więc nie wiedział co robi i
oddał Erikowi jeszcze mocniej. Tłukli się i tłukli. Krew aż obryzgała mnie po
twarzy. Po chwili wpadli jeszcze bliźniacy i odgrodzili Michaela i Erika.
Żądali wyjaśnień… Erik popatrzył tylko na mnie, wystraszoną, z rozdartą
koszulką w końcu przestał się przepychać z Lucasem i podbiegł do mnie i mocno
przytulił… Bracia były zdezorientowani. Ojczym wypadł z pokoju tak szybko jak
wpadł. Zasnęłam w objęciach Erika, a on cały czas przy mnie czuwał. Jak dobrze,
że stanął w mojej obronie. W końcu jednak i on zasnął.
Ciocia w mgnieniu oka wywaliła
Michaela z domu, zażądała rozwodu, taki też dostała. Zostałam poddana kolejnemu
leczeniu psychologa, ale tego już było za wiele. Nie chciałam więcej cierpieć,
koszmar tak często kroczył ze mną krok w krok, że nie umiałam inaczej żyć jak
tylko w obawie, że coś się może stać. Już nawet Erik mi nie pomagał
przychodząc, uspokajając czy tuląc. Powiedziałam mu o swoich zamiarach
targnięcia się na swoje życie. Wpadł w szał, nie mógł tego pojąć jak taka
drobna dziewczynka została aż tak doświadczona przez życie. JAK? Po
kilku tygodniach usiadłam na łóżku z nożem i chciałam podciąć sobie żyły…
Siedziałam tam długo, przykładałam nóż i odkładałam. Przypomniała mi się mama z
pierwszego snu i t e s ł o w a: „Kocham Cię, musisz być dzielna”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
Była noc, padał deszcz a ja jak
opętana stałam w tym deszczu przed domem i się śmiałam. Przyszedł Erik, złapał
mnie za rękę i śmiał się razem ze mną. Nie byłam już sama. Nie będę już sama.
Nigdy…