Przypadkowe
spotkanie zmieniło ich życie na dobre. Ona, dotąd skryta i nieśmiała teraz
wiecznie uśmiechnięty obiekt westchnień rówieśników. On, cwaniaczek jakich
mało, jednym słowem pies na baby, przy tej drobnej dziewczynie gubił swoją
pewność siebie co komicznie wyglądało w oczach jego kumpli. Jej jednak
zaimponował swoją zmianą, jej zdaniem korzystną. Spotkania trwające parę godzin
dziennie mijały im w zaledwie „kilka minut” na długich rozmowach zwykle o
życiu. Pożegnania były długie i bolesne mimo, że mieli przed sobą całe dnie.
Wiele osób chciało im odebrać tę odrobinę szczęścia, którą zostali obdarzeni
przed los, ale na przeciw innym dalej się świetnie dogadywali. Ufali sobie.
Mijały dni, tygodnie, miesiące a nawet lata. Związek stał się monotonny, oczekiwali
od siebie więcej. Tak więc pewnego wieczoru nie poprzestali na namiętnych
pocałunkach i drobnych pieszczotach. Tej nocy oddali się sobie w 100%. Długo
nie mogli uwierzyć, że to już za nimi. Po pewnym czasie spróbowali ponownie.
Spodobało im się to. Na sam koniec liceum, gdy już oboje byli dorośli okazało
się, że owoc ich miłości rozwija się w macicy jego wybranki. Kłótnie, płacz i
poważne rozmowy stały się codziennością. W końcu nie wytrzymał i uciekł do
zapomnienia, do alkoholu. Pił coraz więcej i więcej nie mogąc już znieść
komentarzy pod ich adresem. Natomiast Ona stawała na wysokości zadania jako
przyszła matka. Rodzice obiecali im pomoc i tak też się stało. Kupowali
ubranka, łóżeczka, wózeczki ale także wspierali Ją duchowo, co bardzo jej pomogło.
Przy porodzie nie było z Nią Jego, za to był jej przyjaciel, który od lat ją
skrycie kochał. Mogłoby się wydawać, że Ona odejdzie od męża do niego, tak
jednak się nie stało, miłość przeważyła. Po trzech miesiącach po porodzie,
kiedy już mieli własne mieszkanie, czekając na swojego wybranka ona zaniosła
się płaczem. Nie dała rady, napisała karteczkę i postawiła ją przy butelce z
gorącym mlekiem. Powiesiła się na oczach dziecka. Po paru godzinach zataczający
się ojciec wpadł do domu i zamarł. Próbował ratować miłość swojego życia, ale
bez skutku, było za późno. Trzeźwiejąc, płakał długo, tak samo jak wcześniej
Ona. Rozejrzał się po pokoju i zobaczył liścik. Podszedł do niego i przeczytał:
„Nakarm ją, Kamila
”
środa, 9 kwietnia 2014
Nieosiągalne szczęście
Dlaczego mama
się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Pytałam bez końca, ale oni
tylko odwracali wzrok i szeptali coś do siebie. Czułam się jak gdybym była w
szklanym pomieszczeniu, zupełnie odgrodzona od świata. Nieobecna i samotna.
Obok mnie pojawiały się coraz to nowe postacie mówiąc coś do mnie. Ale mnie już
nie było, słyszałam tylko bicie swojego serca, które tłukło się niemiłosiernie
w mojej piersi. Zaczęli mną potrząsać z zamiarem przywrócenia do
rzeczywistości, ale w rezultacie wszystko mi się rozmazało a następnie
zniknęło. Było ciemno, byłam sama, bałam się. Chciałam biec, ale nie miałam
bladego pojęcia gdzie. Dokąd zaprowadzi mnie ta ścieżka… Nagle ujrzałam mamę,
uśmiechniętą jak zawsze w swojej ulubionej letniej sukience. Podbiegłam do niej
i przytuliłam się do jej nóg, wtedy ona uklękła i mocno mnie objęła. Łzy same
zaczęły płynąć strumieniami. Ona mnie uciszała i powtarzała w kółko „Kocham
Cię, musisz być dzielna”. Jednak ja nie chciałam tego słuchać, chciałam tu z
nią zostać na zawsze. Obudziłam się i zaczęłam krzyczeć… Byłam wściekła.
Zabrali mi ją, zabrali mi ją, ZABRALI MI JĄ! Szarpałam się, ale złapało
mnie paru lekarzy i wstrzyknęli coś na uspokojenie. Teraz wszystko wydawało się
takie proste, moje myśli zaczęły powoli „przepływać” mi przez głowę a nie jak
dotąd „przelatywać” przez nią przynosząc ból, krzyk, lęk i łzy. Do
pomieszczenia weszła szczupła i wysoka kobieta, niezbyt ładna o głosie
przypominającym rechot hieny. Postanowiłam, że nie chcę z nią
rozmawiać! Nie chcę ale muszę! Podeszła do mnie, wzięła mnie za rękę
i zaczęła mówić co się stało… Nie rozumiałam co do mnie mówi. Jak to
odeszła? Ale gdy wypowiedziała t o z d a n i e, chciałam znowu
się rzucać, chciałam, ale nie mogłam. Każdy ruch który zrobiłam, który wydawał
mi się szybki i gwałtowny w rzeczywistości przypominał poruszanie się żółwia.
Znowu zaczęła mnie boleć głowa. „TWOJA MAMA SIĘ JUŻ NIE OBUDZI,
NIGDY”. Odwróciłam głowę nie mając już siły na nią patrzeć. W końcu wstała
i wyszła, zostawiając mnie samą. Tydzień później dostałam wypis ze
szpitala. Wcześniej zostałam też poinformowana, że trafiam pod opiekę
ojca, który ma inne, swoje dzieci, mające już inną mamę, ż y j ą c ą
mamę. Po przyjeździe próbowali ze mną rozmawiać ale to jak bardzo tego nie
chciałam przeważyło i wysłali mnie do psychologa, z którym ciężko się rozmawiało,
ale jednak. Pokazał mi różne sposoby na radzenie sobie z żalem po stracie
bliskiej osoby, ale rzadko z nich korzystałam, właściwie wcale. Siedziałam
godzinami w pokoju wychodząc tylko na śniadanie, obiad i kolacje, chociaż
zdarzało się, że siedziałam całymi dniami sama. Pewnego dnia przyszła do mnie
Nora, starsza córka taty, lecz młodsza ode mnie o 2 lata. Chciała się pobawić i
była nieugięta w swych postanowieniach, nawet gdy krzyczałam różne
nieprzyjemności, żeby dała mi spokój. Po paru minutach otworzyłam drzwi,
pchnęłam ją mocno a ona upadła i zaczęła płakać i krzyczeć na przemian.
Zamknęłam pokój i dalej siedziałam w nim sama. Do szlochającej Nory podeszła
macocha i zapytała się co się stało, ona oczywiście wszystko jej powiedziała.
Macocha słysząc to nawet nie zapukała, tylko wpadła do mojego pokoju jak
opętana i zlała mnie tak, że i ja zaczęłam płakać. Później wychodząc
powiedziała, że następnym razem gdy podniosę rękę na jej dziecko nie będzie
taka wyrozumiała. Tata zaś był w pracy, zostawił mnie! ZOSTAWIŁ,
ZOSTAWIŁ!Po jakimś czasie przestałam płakać i poszłam się wykąpać, ponieważ
zbliżał się wieczór. Miałam własną łazienkę a w niej ogromne lustro do samej
podłogi, więc gdy się rozebrałam mogłam obejrzeć swoje drobne ciało teraz
pokryte sińcami. Szybko się wykąpałam i przebrałam w piżamę z długimi rękawami,
żeby nie musieć oglądać swojego ciała. A, że był środek lata, to otworzyłam
okno i spałam bez okrycia. Tydzień później przy obiedzie, gdy tata wrócił już z
pracy patrzyłam się na macochę przeszywającym wzrokiem, a ona uciekała od niego
i mówiła coś czule do Nory i Alexa. Jednak zawsze po jakimś czasie i tak na
mnie krzyczała, uderzała w głowę i wyganiała do pokoju. A gdy przychodził tata,
mówiła, że źle się czuje. Nigdy tak naprawdę nie mogłam z nim trochę dłużej
porozmawiać. Nigdy nie zapytał jak się czuje, nie przytulił jak robiła to mama.
Zostawił mnie gdy byłam malutka, zaledwie kilkumiesięczna. Teraz, gdy mam 7 lat
traktuje mnie jak nastolatkę, która „ma humorki”. A ja chciałam, żeby ktoś mnie
przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Tak minęły mi trzy lata,
macocha krzyczała i biła mnie coraz częściej, często bez wyraźnej przyczyny.
Jej dzieci trzymały się ode mnie z daleka a tatuś rzadko bywał w domu, a gdy
bywał to pytał jak w szkole i na tym się kończył dialog z „kochającym
tatusiem”. Gdy pojechaliśmy pewnego dnia wszyscy razem na basem, spakowałam
się, ale nie miałam zamiaru pływać i pokazywać sińców na ciele. Tata zauważył
obawę w moich oczach i pierwszy raz mnie przytulił i zapytał co się dzieje.
Rozpłakałam się pierwszy raz od roku. Powiedziałam mu wszystko, wszystko ze
szczegółami, każdy dzień, który spędziłam z macochą w domu. Dokładnie opisałam
mu ten pierwszy raz, kiedy mnie uderzyła za pchnięcie Nory. Oczy mu się
zeszkliły. Cały czas powtarzał jak strasznie jest mu przykro i przeprasza za to
wszystko, że nic nie widział, nie rozmawiał ze mną i że nie było go przy mnie.
Angela, która teraz siedziała w brodziku z Alexem nie zauważyła jak tata się
przebrał, spakował i razem ze mną ruszył ku wyjściu. Pojechałam z nim do parku
linowego. Bawiliśmy się jak nigdy, co nas do siebie bardzo zbliżyło. Po
zabawach w parku poszliśmy na lody, duże, ogromne! Wtedy dopiero zadzwoniła
Angela. Nawet ja słyszałam jak krzyczy, że muszą poważnie porozmawiać, a tata
tylko się zaśmiał i powiedział, że ma racje, że musz porozmawiać i to poważnie.
Później rozzłoszczona rozłączyła się. Późnym wieczorem, gdy tylko wróciliśmy
rozpętała piekło, kazała mi wyjść, ale tata mocno trzymał mnie za rękę, co znowu
wywołało u mnie łzy. Ona krzyczała a my siedzieliśmy i czekaliśmy aż skończy,
gdy skończyła była czerwona jak burak. Wtedy tata zalecił jej usiąść.
Powiedział, że wie wszystko co się tu działo kiedy go nie było i że jeśli ona
nie zaprzestanie wyżywania się na mnie, rezultat tego może jej się nie
spodobać. Ale następny tydzień nie był lepszy. Ja po codziennym rytuale
katowania mnie, czekałam na tatę, lecz zawsze przed jego przyjściem zasypiałam
a wtedy macocha kładła mnie do łóżka i przykrywała kołdrą. W szkole nauczyciele
zaczęli coś podejrzewać. Pewnego dnia do klasy przyszła pani pedagog i wywołała
mnie. Bałam się jak nigdy. Kazała ściągnąć bluzę, ale ja powiedziałam, że nie
chcę. Wtedy poprosiła, żebym podciągnęła rękaw. Gdy to zrobiłam, podbiegła do mnie
i sama zdjęła mi bluzę i koszulkę. Wtedy wszystkie miały łzy w oczach. Zaczęłam
im tłumaczyć, że wygląda gorzej niż bolało, żeby przestały płakać ale one
jeszcze bardziej się rozpłakały. Rozpętało się piekło- telefony, krzyki, syreny
policyjne… Tato został wezwany do szkoły i też zaczął płakać widząc mnie
półnagą i w dodatku całą siną. Nauczycielka, pedagog i policja żądali od niego
wyjaśnień, więc im je dał, wtedy zabrałam bluzkę z biurka, założyłam i
przytuliłam tatę. Angela została przymusowo poddana leczeniu a mnie zabrali do
pogotowia opiekuńczego. Wtedy koleżanki były jeszcze miłe.. Bały się mnie
dotykać, żeby nie przysparzać mi kolejnego bólu. Było mi głupio, chłopcy też
trzymali się ode mnie z daleka. Po 3 miesiącach kiedy sińce zeszły a po ranach zostały
tylko drobne blizny, mogłam się z nimi bawić. Ale pokazali mi inne
zabawy. ZAKAZANE ZABAWY! Kiedy już wychowawcy spali, my wyciągaliśmy
alkohol, który wcześniej zdobyliśmy i piliśmy go bardzo dużo. Później
zasypialiśmy tam gdzie piliśmy i rano mieliśmy kaca. Po tygodniu znowu przyszła
do mnie t a k o b i e t a, którą spotkałam w szpitalu po tragedii.
Powiedziała, że ciocia ze wsi weźmie mnie pod opiekę. Jakaś rodzina od strony
mamy. Później okazało się, że ta kobieta była żoną brata mojej mamy, którego
ani trochę nie pamiętam. Ciotka ma trzech synów. Erik najstarszy, miał
siedemnaście lat, Lucas i Andrew mieli po piętnaście. Przygotowali mi pokój,
który był kolorowy i znajdował się tuż przy łazience. Mąż cioci Elizy był
istnym tyranem. O wszystkim decydował i dużo pił. Bałam się ,,powtórki z
rozrywki”, ale tam było o wiele spokojniej. Okazało się, że gdy Michael, mąż
cioci nie pije jest bardzo sympatyczny. Z chłopcami też się zaprzyjaźniłam.
Pewnej nocy, kiedy wszyscy spali ja zeszłam do kuchni w poszukiwaniu alkoholu,
chociaż odrobiny, żeby tylko spróbować. W lodówce było piwo, więc je wzięłam,
ale zostałam przyłapana przez Michaela. Zabrał mi piwo i zaprowadził do pokoju,
byłam zawiedziona. Od tamtej pory chowa swoje skarby. Miałam nauczanie indywidualne
i to nauczyciele przyjeżdżała do mnie. Od poniedziałku do piątku siedziałam z
różnymi nauczycielami w pokoju przez parę godzin. Czytałam, pisałam, uczyłam
się wierszy na pamięć. Po jakimś czasie wszystko do mnie wróciło… To było w
śnie, znowu śniła mi się mama jak wtedy, w swojej sukience. Ale teraz wołała
mnie do siebie, szłam za nią, ale ona się oddalała, zaczęłam płakać. Obudziłam
się i zauważyłam, że płakałam przez sen. Resztę nocy przepłakałam. Znowu
popadłam w depresje. Nie wychodziłam z pokoju, płakałam całe dnie, a nawet
robiłam sobie krzywdę. Miałam wysoki próg bólu, więc musiałam się sporo
namęczyć, żeby poczuć kojący ból. BÓL, BÓL, BÓL. Ciocia poprosiła
nauczycieli o przerwę. I tak pewnego dnia, kiedy chłopcy byli w szkole, a ciocia
w pracy, wujek wcześnie zaczął pić. Wpadł do mojego pokoju, aż podskoczyłam z
zaskoczenia. Rzucił mnie na łóżko i zaczął dotykać. Czułam się jak wtedy w
szpitalu, nie mogłam nic zrobić. Zaczął mnie rozbierać, przeraziłam się.
Płakałam i płakałam i wtedy do pokoju wleciał Erik. Rzucił się na ojczyma i
zaczął go bić. Ale Michael był silniejszy i pijany, więc nie wiedział co robi i
oddał Erikowi jeszcze mocniej. Tłukli się i tłukli. Krew aż obryzgała mnie po
twarzy. Po chwili wpadli jeszcze bliźniacy i odgrodzili Michaela i Erika.
Żądali wyjaśnień… Erik popatrzył tylko na mnie, wystraszoną, z rozdartą
koszulką w końcu przestał się przepychać z Lucasem i podbiegł do mnie i mocno
przytulił… Bracia były zdezorientowani. Ojczym wypadł z pokoju tak szybko jak
wpadł. Zasnęłam w objęciach Erika, a on cały czas przy mnie czuwał. Jak dobrze,
że stanął w mojej obronie. W końcu jednak i on zasnął.
Ciocia w mgnieniu oka wywaliła
Michaela z domu, zażądała rozwodu, taki też dostała. Zostałam poddana kolejnemu
leczeniu psychologa, ale tego już było za wiele. Nie chciałam więcej cierpieć,
koszmar tak często kroczył ze mną krok w krok, że nie umiałam inaczej żyć jak
tylko w obawie, że coś się może stać. Już nawet Erik mi nie pomagał
przychodząc, uspokajając czy tuląc. Powiedziałam mu o swoich zamiarach
targnięcia się na swoje życie. Wpadł w szał, nie mógł tego pojąć jak taka
drobna dziewczynka została aż tak doświadczona przez życie. JAK? Po
kilku tygodniach usiadłam na łóżku z nożem i chciałam podciąć sobie żyły…
Siedziałam tam długo, przykładałam nóż i odkładałam. Przypomniała mi się mama z
pierwszego snu i t e s ł o w a: „Kocham Cię, musisz być dzielna”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ
DZIELNA”
Była noc, padał deszcz a ja jak
opętana stałam w tym deszczu przed domem i się śmiałam. Przyszedł Erik, złapał
mnie za rękę i śmiał się razem ze mną. Nie byłam już sama. Nie będę już sama.
Nigdy…
Strzał
Był jesienny ciepły dzień. Wraz
ze znajomymi wybraliśmy się na ogródek Marcina. Każdy z nas, a była nas piątka,
miał ze sobą po sześć piw. I wtedy zaczęła się moja zabawa z różnego rodzaju
używkami. Pamiętam to jak dziś, wpadło jeszcze parę koleżanek i Michał, mieli
papierosy i wódkę. Zabawa trwała w najlepsze. Urwał mi się film i obudziłem się
dopiero następnego dnia ok. godziny 9:00. Wszyscy spali w szopie na jednym
niewygodnym łóżku. Przynajmniej było ciepło, pomyślałem sobie, pocieszając się
i starając nie myśleć, co powiem rodzicom. Siedziałem tam przez jakiś
czas i czekałem aż reszta się obudzi. Dopiero o 10:26 wstała kolejna osoba,
robiąc taki raban, że reszta zerwała się z łóżka w mgnieniu oka. Gdy tak
na nich czekałem, uświadomiłem sobie, że nie ma się czego bać, rodzice
pewnie zabalowali i nie obchodzi ich czy spałem w domu, czy w jakiejś obleśnej
szopie z dziewiątką jeszcze bardziej obleśnych znajomych. Zawsze tak było.
Przyzwyczaiłem się.
Kiedy już
wchodziłem po schodach ciemnej, brudnej i śmierdzącej klatki, zauważyłem, że
drzwi są otwarte. Zerwałem się do biegu, sprawdzając czy wszystko jest w
porządku, no i okazało się, że poza tym całym syfem, nic się nie zmieniło.
Matka spała na fotelu brudna i gorzej niż klatka schodowa, śmierdząca.
Czyli norma. Zastanawiałem się tylko, gdzie jest ojciec. Pewnie znowu się
pokłócili w trakcie picia, o ostatniego kielicha, ale ujrzałem jeszcze parę
nieotwartych piw. Czyli poszło o coś innego. W końcu zdobyłem się na odwagę i
ruszyłem w stronę matki, z trudem wytrzymując smród. Zaniosłem ją do łóżka i
zająłem się porządkami. Po godzinie dom był już czysty, ale nie do końca
pachnący, więc otworzyłem trzy okna, wychodzące na podwórze. No i wtedy go
zobaczyłem. Całkowicie spity, pobity, brudny i śmierdzący jeszcze gorzej niż
matka. Była sobota więc ludzie odpoczywali i dlatego mało kto mógł mnie
zobaczyć, przez co nie najadłem się wstydu pomagając mu wejść na trzecie
piętro. Położyłem go na łóżku obok matki i ugotowałem obiad. Wszystkiego sam
się nauczyłem, musiałem, mając takich rodziców. No i tak mniej więcej mijały mi
wszystkie weekendy. Strasznie mnie to denerwowało, gdyby nie wsparcie babci,
pewnie targnął bym się na swoje życie. Dlatego zacząłem palić i pić, żeby
zwrócić na siebie uwagę, jednak to wcale nie pomagało. Rodzice nawet byli
ucieszeni tym, że będę mógł motać im szlugi. Pogrążając się w oby dwóch
nałogach, zauważyłem, że już nie sprawia mi to przyjemności, wtedy sięgnąłem po
LSD. Czułem się niebywale, magicznie i chciałem do tego stanu wracać za każdym
razem kiedy odzyskiwałem świadomość. Świat rzeczywisty już dla mnie nie
istniał, liczył się tylko ten, który ukazywał mi się po zażyciu LSD. Ale na tym
się nie skończyło, zacząłem brać wszystko co mi dają, ciesząc się efektami,
nawet nazw nie znałem. Tylko brałem i czekałem na pożądane skutki. Z
każdym kolejnym razem, rozumiałem rodziców coraz bardziej, chociaż dalej byłem
na nich wściekły za to, że tak mnie traktowali. A raczej nie traktowali, byłem
dla nich powietrzem. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł aby uciec. No dobra, nie do
końca mi, bo kolega już wiele razy mnie namawiał, ale odrzucałem propozycje,
teraz jednak byłem zdecydowany. Nie zajęło nam dużo czasu pakowanie się, bo
żaden nie chciał brać ze sobą rzeczy przypominających przeszłość, wzięliśmy po
plecaku ciuchów i po torbie jedzenia i picia. Z pieniędzmi nie było problemu,
zawsze trochę wpadło gdy sprzedawaliśmy towar no i kradzieże. To chyba one
zapewniały mi trochę adrenaliny, tego mi było trzeba, żeby chociaż przez moment
nie myśleć o tym małym drogim cudzie, jakim są narkotyki. Wraz z Jarkiem
wsiedliśmy do pierwszego lepszego pociągu i wysiedliśmy na ósmej stacji, tak
jak się umówiliśmy.
Była to jakaś wieś. Znak z nazwą miejscowości
był tak pokryty rdzą, że widać było tylko 2 ostatnie litery tej nazwy, która
wydawała się bardzo długa. Nie zabawiliśmy tam długo, wszyscy się tam
znali i nie chcieli nas tam, dało się to zobaczyć i usłyszeć. Chociaż jedna
dziewczyna o imieniu Karolina, okazała zainteresowanie nami, pomagała nam kiedy
już zapasy żywności się skończyły, a my ją otworzyliśmy na narkotyki. Była tak
tym podjarana, że postanowiła z nami wrócić do miasta. Mnie ciągnęło do babci,
która zapewne odchodzi od zmysłów, a Jarek już nie miał siły do tych
tubylców.
Wraz z Karoliną zamieszkałem u babci, która
bardzo się ucieszyła, że poznała moją przyjaciółkę, bo tak ją przedstawiłem. Za
12 dni miałem osiągnąć pełnoletniość, byłem bardzo ucieszony, już 3 dni przed
urodzinami balowałem ze znajomymi. A gdy już wróciłem na kacu do domu babci,
zamarłem .. Babcia była martwa. Jak ja mogłem ją zostawić aż na 3 dni.
Gdy tylko pomyślę, że nie było mnie przy niej, a zamiast tego balowałem bez
żadnych zmartwień, to robi mi się nie dobrze. Postanowiłem poprawę wraz z
Karoliną. Zamieszkaliśmy razem i razem też przestaliśmy zachowywać się jak
głupie dzieci i zakończyliśmy naszą przygodę z wszelkiego rodzaju używkami.
Było dobrze, skończyliśmy zaoczne szkoły, pracowaliśmy i mieliśmy niewielki
spadek po babci, której byłem jedynym wnuczkiem. Po paru latach, postanowiliśmy
wykupić jeszcze strych z racji tego, że mieszkamy piętro pod nim, i mogliśmy
zamontować schody które prowadziły na górę. Mieszkania nie chcieliśmy
sprzedawać, taki sentyment.
Pewnego
pochmurnego dnia, zapłakana Karolina wparowała z toalety do sypialni cała
się trzęsąc. Przytuliłem ją najczulej jak tylko potrafiłem, a ona nie mogła
wydusić z siebie ani słowa, zerknąłem na jej dłoń w której był test ciążowy.
„Karolina jest w ciąży, jak to możliwe, nie jestem gotowy, my nie jesteśmy
gotowi”, takie myśli chodziły mi po głowie, odbijając się echem. Postanowiłem
siedzieć cicho, nie tylko dlatego, że nie wiedziałem co powiedzieć, ale też
dlatego, że jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, czego właśnie się
dowiedziałem. Nie chciałem być ojcem, uważałem, że mam na to jeszcze
czas. Bałem się zostać ojcem, po przykrych doświadczeniach z dzieciństwa. No i
stało się. Zatopiłem smutki w alkoholu. Zacząłem 3 miesiące przed narodzinami,
a z czasem powtarzało się to coraz częściej. Piłem długo, długo po narodzeniu
Patrycji. Z tamtego okresu nie pamiętam za wiele, bo zazwyczaj wracałem do domu
pijany. Pamiętam, jak obie w kącie płakały, płakały, płakały. Tylko ich płacz
wyrył mi się w pamięci, nie pamiętam nawet cienia uśmiechu. Po 12 latach, zdecydowałem
się na terapie, udało się, chociaż było za późno, obie nie chciały mnie znać,
pracy nie mogłem sobie znaleźć, zwróciłem się o pomoc do Jarka, mojego starego
przyjaciela, przyjął mnie pod swój dach, na 3 lata. Po 3 latach zdarzył
się cud, Patrycja postanowiła ze mną porozmawiać. Rozmowa była niezręczna,
rozmawialiśmy o wszystkim co się wydarzyło w przeciągu tych 15 lat i
powiedziała mi, jaka jest ze mnie dumna, że dałem radę wyjść z nałogu. Z
miesiąca na miesiąc było coraz lepiej, stosunki między nami się poprawiły, a
nawet mogę powiedzieć, że pokochałem te małą tak jak kiedyś jej nienawidziłem.
Zawsze zwalałem winę na nią, że pije, że żona mnie nie chce znać i że mieszkam
z kolegą. A teraz zrozumiałem, że to moja wina. To wszystko było spowodowane
tym, że byłem głupi i słaby. Ale przyznałem się do tego błędu a rodzina ku
mojemu zdziwieniu przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Jestem szczęśliwy, że
byli tak dla mnie mili po tym jak je skrzywdziłem, następnym razem pomyślę dwa
razy zanim napije się alkoholu. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość …
Subskrybuj:
Posty (Atom)