środa, 9 kwietnia 2014

Strzał

Był jesienny ciepły dzień. Wraz ze znajomymi wybraliśmy się na ogródek Marcina. Każdy z nas, a była nas piątka, miał ze sobą po sześć piw. I wtedy zaczęła się moja zabawa z różnego rodzaju używkami. Pamiętam to jak dziś, wpadło jeszcze parę koleżanek i Michał, mieli papierosy i wódkę. Zabawa trwała w najlepsze. Urwał mi się film i obudziłem się dopiero następnego dnia ok. godziny 9:00. Wszyscy spali w szopie na jednym niewygodnym łóżku. Przynajmniej było ciepło, pomyślałem sobie, pocieszając się i starając nie myśleć, co powiem rodzicom.  Siedziałem tam przez jakiś czas i czekałem aż reszta się obudzi. Dopiero o 10:26 wstała kolejna osoba, robiąc taki raban, że reszta zerwała się z łóżka w mgnieniu oka.  Gdy tak na nich czekałem, uświadomiłem sobie, że nie ma się czego bać, rodzice  pewnie zabalowali i nie obchodzi ich czy spałem w domu, czy w jakiejś obleśnej szopie z dziewiątką jeszcze bardziej obleśnych znajomych. Zawsze tak było. Przyzwyczaiłem się.
    Kiedy już wchodziłem po schodach ciemnej, brudnej i śmierdzącej klatki, zauważyłem, że drzwi są otwarte. Zerwałem się do biegu, sprawdzając czy wszystko jest w porządku, no i okazało się, że poza tym całym syfem, nic się nie zmieniło. Matka spała na fotelu brudna i gorzej niż klatka schodowa, śmierdząca.  Czyli norma. Zastanawiałem się tylko, gdzie jest ojciec. Pewnie znowu się pokłócili w trakcie picia, o ostatniego kielicha, ale ujrzałem jeszcze parę nieotwartych piw. Czyli poszło o coś innego. W końcu zdobyłem się na odwagę i ruszyłem w stronę matki, z trudem wytrzymując smród. Zaniosłem ją do łóżka i zająłem się porządkami. Po godzinie dom był już czysty, ale nie do końca pachnący, więc otworzyłem trzy okna, wychodzące na podwórze. No i wtedy go zobaczyłem. Całkowicie spity, pobity, brudny i śmierdzący jeszcze gorzej niż matka. Była sobota więc ludzie odpoczywali i dlatego mało kto mógł mnie zobaczyć, przez co nie najadłem się wstydu pomagając mu wejść na trzecie piętro. Położyłem go na łóżku obok matki i ugotowałem obiad. Wszystkiego sam się nauczyłem, musiałem, mając takich rodziców. No i tak mniej więcej mijały mi wszystkie weekendy. Strasznie mnie to denerwowało, gdyby nie wsparcie babci, pewnie targnął bym się na swoje życie. Dlatego zacząłem palić i pić, żeby zwrócić na siebie uwagę, jednak to wcale nie pomagało. Rodzice nawet byli ucieszeni tym, że będę mógł motać im szlugi. Pogrążając się w oby dwóch nałogach, zauważyłem, że już nie sprawia mi to przyjemności, wtedy sięgnąłem po LSD. Czułem się niebywale, magicznie i chciałem do tego stanu wracać za każdym razem kiedy odzyskiwałem świadomość. Świat rzeczywisty już dla mnie nie istniał, liczył się tylko ten, który ukazywał mi się po zażyciu LSD. Ale na tym się nie skończyło, zacząłem brać wszystko co mi dają, ciesząc się efektami, nawet nazw nie znałem. Tylko brałem i czekałem na pożądane skutki.  Z każdym kolejnym razem, rozumiałem rodziców coraz bardziej, chociaż dalej byłem na nich wściekły za to, że tak mnie traktowali. A raczej nie traktowali, byłem dla nich powietrzem. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł aby uciec. No dobra, nie do końca mi, bo kolega już wiele razy mnie namawiał, ale odrzucałem propozycje, teraz jednak byłem zdecydowany. Nie zajęło nam dużo czasu pakowanie się, bo żaden nie chciał brać ze sobą rzeczy przypominających przeszłość, wzięliśmy po plecaku ciuchów i po torbie jedzenia i picia. Z pieniędzmi nie było problemu, zawsze trochę wpadło gdy sprzedawaliśmy towar no i kradzieże. To chyba one zapewniały mi trochę adrenaliny, tego mi było trzeba, żeby chociaż przez moment nie myśleć o tym małym drogim cudzie, jakim są narkotyki. Wraz z Jarkiem wsiedliśmy do pierwszego lepszego pociągu i wysiedliśmy na ósmej stacji, tak jak się umówiliśmy.
    Była to jakaś wieś. Znak z nazwą miejscowości był tak pokryty rdzą, że widać było tylko 2 ostatnie litery tej nazwy, która wydawała się bardzo długa. Nie zabawiliśmy tam długo,  wszyscy się tam znali i nie chcieli nas tam, dało się to zobaczyć i usłyszeć. Chociaż jedna dziewczyna o imieniu Karolina, okazała zainteresowanie nami, pomagała nam kiedy już zapasy żywności się skończyły, a my ją otworzyliśmy na narkotyki. Była tak tym podjarana, że postanowiła z nami wrócić do miasta. Mnie ciągnęło do babci, która zapewne odchodzi od zmysłów, a Jarek już nie miał siły do tych tubylców. 
    Wraz z Karoliną zamieszkałem u babci, która bardzo się ucieszyła, że poznała moją przyjaciółkę, bo tak ją przedstawiłem. Za 12 dni miałem osiągnąć pełnoletniość, byłem bardzo ucieszony, już 3 dni przed urodzinami balowałem ze znajomymi. A gdy już wróciłem na kacu do domu babci, zamarłem ..  Babcia była martwa. Jak ja mogłem ją zostawić aż na 3 dni. Gdy tylko pomyślę, że nie było mnie przy niej, a zamiast tego balowałem bez żadnych zmartwień, to robi mi się nie dobrze. Postanowiłem poprawę wraz z Karoliną. Zamieszkaliśmy razem i razem też przestaliśmy zachowywać się jak głupie dzieci i zakończyliśmy naszą przygodę z wszelkiego rodzaju używkami. Było dobrze, skończyliśmy zaoczne szkoły, pracowaliśmy i mieliśmy niewielki spadek po babci, której byłem jedynym wnuczkiem. Po paru latach, postanowiliśmy wykupić jeszcze strych z racji tego, że mieszkamy piętro pod nim, i mogliśmy zamontować schody które prowadziły na górę. Mieszkania nie chcieliśmy sprzedawać, taki sentyment.

    Pewnego pochmurnego dnia, zapłakana Karolina wparowała  z toalety do sypialni cała się trzęsąc. Przytuliłem ją najczulej jak tylko potrafiłem, a ona nie mogła wydusić z siebie ani słowa, zerknąłem na jej dłoń w której był test ciążowy. „Karolina jest w ciąży, jak to możliwe, nie jestem gotowy, my nie jesteśmy gotowi”, takie myśli chodziły mi po głowie, odbijając się echem. Postanowiłem siedzieć cicho, nie tylko dlatego, że nie wiedziałem co powiedzieć, ale też dlatego, że jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, czego właśnie się dowiedziałem.  Nie chciałem być ojcem, uważałem, że mam na to jeszcze czas. Bałem się zostać ojcem, po przykrych doświadczeniach z dzieciństwa. No i stało się. Zatopiłem smutki w alkoholu. Zacząłem 3 miesiące przed narodzinami, a z czasem powtarzało się to coraz częściej. Piłem długo, długo po narodzeniu Patrycji. Z tamtego okresu nie pamiętam za wiele, bo zazwyczaj wracałem do domu pijany. Pamiętam, jak obie w kącie płakały, płakały, płakały. Tylko ich płacz wyrył mi się w pamięci, nie pamiętam nawet cienia uśmiechu. Po 12 latach, zdecydowałem się na terapie, udało się, chociaż było za późno, obie nie chciały mnie znać, pracy nie mogłem sobie znaleźć, zwróciłem się o pomoc do Jarka, mojego starego przyjaciela, przyjął  mnie pod swój dach, na 3 lata. Po 3 latach zdarzył się cud, Patrycja postanowiła ze mną porozmawiać. Rozmowa była niezręczna, rozmawialiśmy o wszystkim co się wydarzyło w przeciągu tych 15 lat i powiedziała mi, jaka jest ze mnie dumna, że dałem radę wyjść z nałogu. Z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej, stosunki między nami się poprawiły, a nawet mogę powiedzieć, że pokochałem te małą tak jak kiedyś jej nienawidziłem. Zawsze zwalałem winę na nią, że pije, że żona mnie nie chce znać i że mieszkam z kolegą. A teraz zrozumiałem, że to moja wina. To wszystko było spowodowane tym, że byłem głupi i słaby. Ale przyznałem się do tego błędu a rodzina ku mojemu zdziwieniu przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Jestem szczęśliwy, że byli tak dla mnie mili po tym jak je skrzywdziłem, następnym razem pomyślę dwa razy zanim napije się alkoholu. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość … 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz