Był jesienny ciepły dzień. Wraz
ze znajomymi wybraliśmy się na ogródek Marcina. Każdy z nas, a była nas piątka,
miał ze sobą po sześć piw. I wtedy zaczęła się moja zabawa z różnego rodzaju
używkami. Pamiętam to jak dziś, wpadło jeszcze parę koleżanek i Michał, mieli
papierosy i wódkę. Zabawa trwała w najlepsze. Urwał mi się film i obudziłem się
dopiero następnego dnia ok. godziny 9:00. Wszyscy spali w szopie na jednym
niewygodnym łóżku. Przynajmniej było ciepło, pomyślałem sobie, pocieszając się
i starając nie myśleć, co powiem rodzicom. Siedziałem tam przez jakiś
czas i czekałem aż reszta się obudzi. Dopiero o 10:26 wstała kolejna osoba,
robiąc taki raban, że reszta zerwała się z łóżka w mgnieniu oka. Gdy tak
na nich czekałem, uświadomiłem sobie, że nie ma się czego bać, rodzice
pewnie zabalowali i nie obchodzi ich czy spałem w domu, czy w jakiejś obleśnej
szopie z dziewiątką jeszcze bardziej obleśnych znajomych. Zawsze tak było.
Przyzwyczaiłem się.
Kiedy już
wchodziłem po schodach ciemnej, brudnej i śmierdzącej klatki, zauważyłem, że
drzwi są otwarte. Zerwałem się do biegu, sprawdzając czy wszystko jest w
porządku, no i okazało się, że poza tym całym syfem, nic się nie zmieniło.
Matka spała na fotelu brudna i gorzej niż klatka schodowa, śmierdząca.
Czyli norma. Zastanawiałem się tylko, gdzie jest ojciec. Pewnie znowu się
pokłócili w trakcie picia, o ostatniego kielicha, ale ujrzałem jeszcze parę
nieotwartych piw. Czyli poszło o coś innego. W końcu zdobyłem się na odwagę i
ruszyłem w stronę matki, z trudem wytrzymując smród. Zaniosłem ją do łóżka i
zająłem się porządkami. Po godzinie dom był już czysty, ale nie do końca
pachnący, więc otworzyłem trzy okna, wychodzące na podwórze. No i wtedy go
zobaczyłem. Całkowicie spity, pobity, brudny i śmierdzący jeszcze gorzej niż
matka. Była sobota więc ludzie odpoczywali i dlatego mało kto mógł mnie
zobaczyć, przez co nie najadłem się wstydu pomagając mu wejść na trzecie
piętro. Położyłem go na łóżku obok matki i ugotowałem obiad. Wszystkiego sam
się nauczyłem, musiałem, mając takich rodziców. No i tak mniej więcej mijały mi
wszystkie weekendy. Strasznie mnie to denerwowało, gdyby nie wsparcie babci,
pewnie targnął bym się na swoje życie. Dlatego zacząłem palić i pić, żeby
zwrócić na siebie uwagę, jednak to wcale nie pomagało. Rodzice nawet byli
ucieszeni tym, że będę mógł motać im szlugi. Pogrążając się w oby dwóch
nałogach, zauważyłem, że już nie sprawia mi to przyjemności, wtedy sięgnąłem po
LSD. Czułem się niebywale, magicznie i chciałem do tego stanu wracać za każdym
razem kiedy odzyskiwałem świadomość. Świat rzeczywisty już dla mnie nie
istniał, liczył się tylko ten, który ukazywał mi się po zażyciu LSD. Ale na tym
się nie skończyło, zacząłem brać wszystko co mi dają, ciesząc się efektami,
nawet nazw nie znałem. Tylko brałem i czekałem na pożądane skutki. Z
każdym kolejnym razem, rozumiałem rodziców coraz bardziej, chociaż dalej byłem
na nich wściekły za to, że tak mnie traktowali. A raczej nie traktowali, byłem
dla nich powietrzem. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł aby uciec. No dobra, nie do
końca mi, bo kolega już wiele razy mnie namawiał, ale odrzucałem propozycje,
teraz jednak byłem zdecydowany. Nie zajęło nam dużo czasu pakowanie się, bo
żaden nie chciał brać ze sobą rzeczy przypominających przeszłość, wzięliśmy po
plecaku ciuchów i po torbie jedzenia i picia. Z pieniędzmi nie było problemu,
zawsze trochę wpadło gdy sprzedawaliśmy towar no i kradzieże. To chyba one
zapewniały mi trochę adrenaliny, tego mi było trzeba, żeby chociaż przez moment
nie myśleć o tym małym drogim cudzie, jakim są narkotyki. Wraz z Jarkiem
wsiedliśmy do pierwszego lepszego pociągu i wysiedliśmy na ósmej stacji, tak
jak się umówiliśmy.
Była to jakaś wieś. Znak z nazwą miejscowości
był tak pokryty rdzą, że widać było tylko 2 ostatnie litery tej nazwy, która
wydawała się bardzo długa. Nie zabawiliśmy tam długo, wszyscy się tam
znali i nie chcieli nas tam, dało się to zobaczyć i usłyszeć. Chociaż jedna
dziewczyna o imieniu Karolina, okazała zainteresowanie nami, pomagała nam kiedy
już zapasy żywności się skończyły, a my ją otworzyliśmy na narkotyki. Była tak
tym podjarana, że postanowiła z nami wrócić do miasta. Mnie ciągnęło do babci,
która zapewne odchodzi od zmysłów, a Jarek już nie miał siły do tych
tubylców.
Wraz z Karoliną zamieszkałem u babci, która
bardzo się ucieszyła, że poznała moją przyjaciółkę, bo tak ją przedstawiłem. Za
12 dni miałem osiągnąć pełnoletniość, byłem bardzo ucieszony, już 3 dni przed
urodzinami balowałem ze znajomymi. A gdy już wróciłem na kacu do domu babci,
zamarłem .. Babcia była martwa. Jak ja mogłem ją zostawić aż na 3 dni.
Gdy tylko pomyślę, że nie było mnie przy niej, a zamiast tego balowałem bez
żadnych zmartwień, to robi mi się nie dobrze. Postanowiłem poprawę wraz z
Karoliną. Zamieszkaliśmy razem i razem też przestaliśmy zachowywać się jak
głupie dzieci i zakończyliśmy naszą przygodę z wszelkiego rodzaju używkami.
Było dobrze, skończyliśmy zaoczne szkoły, pracowaliśmy i mieliśmy niewielki
spadek po babci, której byłem jedynym wnuczkiem. Po paru latach, postanowiliśmy
wykupić jeszcze strych z racji tego, że mieszkamy piętro pod nim, i mogliśmy
zamontować schody które prowadziły na górę. Mieszkania nie chcieliśmy
sprzedawać, taki sentyment.
Pewnego
pochmurnego dnia, zapłakana Karolina wparowała z toalety do sypialni cała
się trzęsąc. Przytuliłem ją najczulej jak tylko potrafiłem, a ona nie mogła
wydusić z siebie ani słowa, zerknąłem na jej dłoń w której był test ciążowy.
„Karolina jest w ciąży, jak to możliwe, nie jestem gotowy, my nie jesteśmy
gotowi”, takie myśli chodziły mi po głowie, odbijając się echem. Postanowiłem
siedzieć cicho, nie tylko dlatego, że nie wiedziałem co powiedzieć, ale też
dlatego, że jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, czego właśnie się
dowiedziałem. Nie chciałem być ojcem, uważałem, że mam na to jeszcze
czas. Bałem się zostać ojcem, po przykrych doświadczeniach z dzieciństwa. No i
stało się. Zatopiłem smutki w alkoholu. Zacząłem 3 miesiące przed narodzinami,
a z czasem powtarzało się to coraz częściej. Piłem długo, długo po narodzeniu
Patrycji. Z tamtego okresu nie pamiętam za wiele, bo zazwyczaj wracałem do domu
pijany. Pamiętam, jak obie w kącie płakały, płakały, płakały. Tylko ich płacz
wyrył mi się w pamięci, nie pamiętam nawet cienia uśmiechu. Po 12 latach, zdecydowałem
się na terapie, udało się, chociaż było za późno, obie nie chciały mnie znać,
pracy nie mogłem sobie znaleźć, zwróciłem się o pomoc do Jarka, mojego starego
przyjaciela, przyjął mnie pod swój dach, na 3 lata. Po 3 latach zdarzył
się cud, Patrycja postanowiła ze mną porozmawiać. Rozmowa była niezręczna,
rozmawialiśmy o wszystkim co się wydarzyło w przeciągu tych 15 lat i
powiedziała mi, jaka jest ze mnie dumna, że dałem radę wyjść z nałogu. Z
miesiąca na miesiąc było coraz lepiej, stosunki między nami się poprawiły, a
nawet mogę powiedzieć, że pokochałem te małą tak jak kiedyś jej nienawidziłem.
Zawsze zwalałem winę na nią, że pije, że żona mnie nie chce znać i że mieszkam
z kolegą. A teraz zrozumiałem, że to moja wina. To wszystko było spowodowane
tym, że byłem głupi i słaby. Ale przyznałem się do tego błędu a rodzina ku
mojemu zdziwieniu przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Jestem szczęśliwy, że
byli tak dla mnie mili po tym jak je skrzywdziłem, następnym razem pomyślę dwa
razy zanim napije się alkoholu. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz