środa, 9 kwietnia 2014

krótkie życie

Przypadkowe spotkanie zmieniło ich życie na dobre. Ona, dotąd skryta i nieśmiała teraz wiecznie uśmiechnięty obiekt westchnień rówieśników. On, cwaniaczek jakich mało, jednym słowem pies na baby, przy tej drobnej dziewczynie gubił swoją pewność siebie co komicznie wyglądało w oczach jego kumpli. Jej jednak zaimponował swoją zmianą, jej zdaniem korzystną. Spotkania trwające parę godzin dziennie mijały im w zaledwie „kilka minut” na długich rozmowach zwykle o życiu. Pożegnania były długie i bolesne mimo, że mieli przed sobą całe dnie. Wiele osób chciało im odebrać tę odrobinę szczęścia, którą zostali obdarzeni przed los, ale na przeciw innym dalej się świetnie dogadywali. Ufali sobie. Mijały dni, tygodnie, miesiące a nawet lata. Związek stał się monotonny, oczekiwali od siebie więcej. Tak więc pewnego wieczoru nie poprzestali na namiętnych pocałunkach i drobnych pieszczotach. Tej nocy oddali się sobie w 100%. Długo nie mogli uwierzyć, że to już za nimi. Po pewnym czasie spróbowali ponownie. Spodobało im się to. Na sam koniec liceum, gdy już oboje byli dorośli okazało się, że owoc ich miłości rozwija się w macicy jego wybranki. Kłótnie, płacz i poważne rozmowy stały się codziennością. W końcu nie wytrzymał i uciekł do zapomnienia, do alkoholu. Pił coraz więcej i więcej nie mogąc już znieść komentarzy pod ich adresem. Natomiast Ona stawała na wysokości zadania jako przyszła matka. Rodzice obiecali im pomoc i tak też się stało. Kupowali ubranka, łóżeczka, wózeczki ale także wspierali Ją duchowo, co bardzo jej pomogło. Przy porodzie nie było z Nią Jego, za to był jej przyjaciel, który od lat ją skrycie kochał. Mogłoby się wydawać, że Ona odejdzie od męża do niego, tak jednak się nie stało, miłość przeważyła. Po trzech miesiącach po porodzie, kiedy już mieli własne mieszkanie, czekając na swojego wybranka ona zaniosła się płaczem. Nie dała rady, napisała karteczkę i postawiła ją przy butelce z gorącym mlekiem. Powiesiła się na oczach dziecka. Po paru godzinach zataczający się ojciec wpadł do domu i zamarł. Próbował ratować miłość swojego życia, ale bez skutku, było za późno. Trzeźwiejąc, płakał długo, tak samo jak wcześniej Ona. Rozejrzał się po pokoju i zobaczył liścik. Podszedł do niego i przeczytał: „Nakarm ją, Kamila :) ”

Nieosiągalne szczęście

Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Dlaczego mama się nie budzi?
Pytałam bez końca, ale oni tylko odwracali wzrok i szeptali coś do siebie. Czułam się jak gdybym była w szklanym pomieszczeniu, zupełnie odgrodzona od świata. Nieobecna i samotna. Obok mnie pojawiały się coraz to nowe postacie mówiąc coś do mnie. Ale mnie już nie było, słyszałam tylko bicie swojego serca, które tłukło się niemiłosiernie w mojej piersi. Zaczęli mną potrząsać z zamiarem przywrócenia do rzeczywistości, ale w rezultacie wszystko mi się rozmazało a następnie zniknęło. Było ciemno, byłam sama, bałam się. Chciałam biec, ale nie miałam bladego pojęcia gdzie. Dokąd zaprowadzi mnie ta ścieżka… Nagle ujrzałam mamę, uśmiechniętą jak zawsze w swojej ulubionej letniej sukience. Podbiegłam do niej i przytuliłam się do jej nóg, wtedy ona uklękła i mocno mnie objęła. Łzy same zaczęły płynąć strumieniami. Ona mnie uciszała i powtarzała w kółko „Kocham Cię, musisz być dzielna”. Jednak ja nie chciałam tego słuchać, chciałam tu z nią zostać na zawsze. Obudziłam się i zaczęłam krzyczeć… Byłam wściekła. Zabrali mi ją, zabrali mi ją, ZABRALI MI JĄ! Szarpałam się, ale złapało mnie paru lekarzy i wstrzyknęli coś na uspokojenie. Teraz wszystko wydawało się takie proste, moje myśli zaczęły powoli „przepływać” mi przez głowę a nie jak dotąd „przelatywać” przez nią przynosząc ból, krzyk, lęk i łzy. Do pomieszczenia weszła szczupła i wysoka kobieta, niezbyt ładna o głosie przypominającym rechot hieny. Postanowiłam, że nie chcę z nią rozmawiać! Nie chcę ale muszę! Podeszła do mnie, wzięła mnie za rękę i zaczęła mówić co się stało… Nie rozumiałam co do mnie mówi. Jak to odeszła?  Ale gdy wypowiedziała t o  z d a n i e, chciałam znowu się rzucać, chciałam, ale nie mogłam. Każdy ruch który zrobiłam, który wydawał mi się szybki i gwałtowny w rzeczywistości przypominał poruszanie się żółwia. Znowu zaczęła mnie boleć głowa. „TWOJA MAMA SIĘ JUŻ NIE OBUDZI, NIGDY”. Odwróciłam głowę nie mając już siły na nią patrzeć. W końcu wstała i wyszła, zostawiając mnie samą. Tydzień później dostałam wypis ze szpitala. Wcześniej zostałam też poinformowana, że trafiam pod  opiekę ojca, który ma inne, swoje dzieci, mające już inną mamę, ż y j ą c ą  mamę. Po przyjeździe próbowali ze mną rozmawiać ale to jak bardzo tego nie chciałam przeważyło i wysłali mnie do psychologa, z którym ciężko się rozmawiało, ale jednak. Pokazał mi różne sposoby na radzenie sobie z żalem po stracie bliskiej osoby, ale rzadko z nich korzystałam, właściwie wcale. Siedziałam godzinami w pokoju wychodząc tylko na śniadanie, obiad i kolacje, chociaż zdarzało się, że siedziałam całymi dniami sama. Pewnego dnia przyszła do mnie Nora, starsza córka taty, lecz młodsza ode mnie o 2 lata. Chciała się pobawić i była nieugięta w swych postanowieniach, nawet gdy krzyczałam różne nieprzyjemności, żeby dała mi spokój. Po paru minutach otworzyłam drzwi, pchnęłam ją mocno a ona upadła i zaczęła płakać i krzyczeć na przemian. Zamknęłam pokój i dalej siedziałam w nim sama. Do szlochającej Nory podeszła macocha i zapytała się co się stało, ona oczywiście wszystko jej powiedziała. Macocha słysząc to nawet nie zapukała, tylko wpadła do mojego pokoju jak opętana i zlała mnie tak, że i ja zaczęłam płakać. Później wychodząc powiedziała, że następnym razem gdy podniosę rękę na jej dziecko nie będzie taka wyrozumiała. Tata zaś był w pracy, zostawił mnie! ZOSTAWIŁ, ZOSTAWIŁ!Po jakimś czasie przestałam płakać i poszłam się wykąpać, ponieważ zbliżał się wieczór. Miałam własną łazienkę a w niej ogromne lustro do samej podłogi, więc gdy się rozebrałam mogłam obejrzeć swoje drobne ciało teraz pokryte sińcami. Szybko się wykąpałam i przebrałam w piżamę z długimi rękawami, żeby nie musieć oglądać swojego ciała. A, że był środek lata, to otworzyłam okno i spałam bez okrycia. Tydzień później przy obiedzie, gdy tata wrócił już z pracy patrzyłam się na macochę przeszywającym wzrokiem, a ona uciekała od niego i mówiła coś czule do Nory i Alexa. Jednak zawsze po jakimś czasie i tak na mnie krzyczała, uderzała w głowę i wyganiała do pokoju. A gdy przychodził tata, mówiła, że źle się czuje. Nigdy tak naprawdę nie mogłam z nim trochę dłużej porozmawiać. Nigdy nie zapytał jak się czuje, nie przytulił jak robiła to mama. Zostawił mnie gdy byłam malutka, zaledwie kilkumiesięczna. Teraz, gdy mam 7 lat traktuje mnie jak nastolatkę, która „ma humorki”. A ja chciałam, żeby ktoś mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Tak minęły mi trzy lata, macocha krzyczała i biła mnie coraz częściej, często bez wyraźnej przyczyny. Jej dzieci trzymały się ode mnie z daleka a tatuś rzadko bywał w domu, a gdy bywał to pytał jak w szkole i na tym się kończył dialog z „kochającym tatusiem”. Gdy pojechaliśmy pewnego dnia wszyscy razem na basem, spakowałam się, ale nie miałam zamiaru pływać i pokazywać sińców na ciele. Tata zauważył obawę w moich oczach i pierwszy raz mnie przytulił i zapytał co się dzieje. Rozpłakałam się pierwszy raz od roku. Powiedziałam mu wszystko, wszystko ze szczegółami, każdy dzień, który spędziłam z macochą w domu. Dokładnie opisałam mu ten pierwszy raz, kiedy mnie uderzyła za pchnięcie Nory. Oczy mu się zeszkliły. Cały czas powtarzał jak strasznie jest mu przykro i przeprasza za to wszystko, że nic nie widział, nie rozmawiał ze mną i że nie było go przy mnie. Angela, która teraz siedziała w brodziku z Alexem nie zauważyła jak tata się przebrał, spakował i razem ze mną ruszył ku wyjściu. Pojechałam z nim do parku linowego. Bawiliśmy się jak nigdy, co nas do siebie bardzo zbliżyło. Po zabawach w parku poszliśmy na lody, duże, ogromne! Wtedy dopiero zadzwoniła Angela. Nawet ja słyszałam jak krzyczy, że muszą poważnie porozmawiać, a tata tylko się zaśmiał i powiedział, że ma racje, że musz porozmawiać i to poważnie. Później rozzłoszczona rozłączyła się. Późnym wieczorem, gdy tylko wróciliśmy rozpętała piekło, kazała mi wyjść, ale tata mocno trzymał mnie za rękę, co znowu wywołało u mnie łzy. Ona krzyczała a my siedzieliśmy i czekaliśmy aż skończy, gdy skończyła była czerwona jak burak. Wtedy tata zalecił jej usiąść. Powiedział, że wie wszystko co się tu działo kiedy go nie było i że jeśli ona nie zaprzestanie wyżywania się na mnie, rezultat tego może jej się nie spodobać. Ale następny tydzień nie był lepszy. Ja po codziennym rytuale katowania mnie, czekałam na tatę, lecz zawsze przed jego przyjściem zasypiałam a wtedy macocha kładła mnie do łóżka i przykrywała kołdrą. W szkole nauczyciele zaczęli coś podejrzewać. Pewnego dnia do klasy przyszła pani pedagog i wywołała mnie. Bałam się jak nigdy. Kazała ściągnąć bluzę, ale ja powiedziałam, że nie chcę. Wtedy poprosiła, żebym podciągnęła rękaw. Gdy to zrobiłam, podbiegła do mnie i sama zdjęła mi bluzę i koszulkę. Wtedy wszystkie miały łzy w oczach. Zaczęłam im tłumaczyć, że wygląda gorzej niż bolało, żeby przestały płakać ale one jeszcze bardziej się rozpłakały. Rozpętało się piekło- telefony, krzyki, syreny policyjne… Tato został wezwany do szkoły i też zaczął płakać widząc mnie półnagą i w dodatku całą siną. Nauczycielka, pedagog i policja żądali od niego wyjaśnień, więc im je dał, wtedy zabrałam bluzkę z biurka, założyłam i przytuliłam tatę. Angela została przymusowo poddana leczeniu a mnie zabrali do pogotowia opiekuńczego. Wtedy koleżanki były jeszcze miłe.. Bały się mnie dotykać, żeby nie przysparzać mi kolejnego bólu. Było mi głupio, chłopcy też trzymali się ode mnie z daleka. Po 3 miesiącach kiedy sińce zeszły a po ranach zostały tylko drobne blizny, mogłam się z nimi bawić. Ale pokazali mi inne zabawy. ZAKAZANE ZABAWY! Kiedy już wychowawcy spali, my wyciągaliśmy alkohol, który wcześniej zdobyliśmy i piliśmy go bardzo dużo. Później zasypialiśmy tam gdzie piliśmy i rano mieliśmy kaca. Po tygodniu znowu przyszła do mnie t a  k o b i e t a, którą spotkałam w szpitalu po tragedii. Powiedziała, że ciocia ze wsi weźmie mnie pod opiekę. Jakaś rodzina od strony mamy. Później okazało się, że ta kobieta była żoną brata mojej mamy, którego ani trochę nie pamiętam. Ciotka ma trzech synów. Erik najstarszy, miał siedemnaście lat, Lucas i Andrew mieli po piętnaście. Przygotowali mi pokój, który był kolorowy i znajdował się tuż przy łazience. Mąż cioci Elizy był istnym tyranem. O wszystkim decydował i dużo pił. Bałam się ,,powtórki z rozrywki”, ale tam było o wiele spokojniej. Okazało się, że gdy Michael, mąż cioci nie pije jest bardzo sympatyczny. Z chłopcami też się zaprzyjaźniłam. Pewnej nocy, kiedy wszyscy spali ja zeszłam do kuchni w poszukiwaniu alkoholu, chociaż odrobiny, żeby tylko spróbować. W lodówce było piwo, więc je wzięłam, ale zostałam przyłapana przez Michaela. Zabrał mi piwo i zaprowadził do pokoju, byłam zawiedziona. Od tamtej pory chowa swoje skarby. Miałam nauczanie indywidualne i to nauczyciele przyjeżdżała do mnie. Od poniedziałku do piątku siedziałam z różnymi nauczycielami w pokoju przez parę godzin. Czytałam, pisałam, uczyłam się wierszy na pamięć. Po jakimś czasie wszystko do mnie wróciło… To było w śnie, znowu śniła mi się mama jak wtedy, w swojej sukience. Ale teraz wołała mnie do siebie, szłam za nią, ale ona się oddalała, zaczęłam płakać. Obudziłam się i zauważyłam, że płakałam przez sen. Resztę nocy przepłakałam. Znowu popadłam w depresje. Nie wychodziłam z pokoju, płakałam całe dnie, a nawet robiłam sobie krzywdę. Miałam wysoki próg bólu, więc musiałam się sporo namęczyć, żeby poczuć kojący ból. BÓL, BÓL, BÓL. Ciocia poprosiła nauczycieli o przerwę. I tak pewnego dnia, kiedy chłopcy byli w szkole, a ciocia w pracy, wujek wcześnie zaczął pić. Wpadł do mojego pokoju, aż podskoczyłam z zaskoczenia. Rzucił mnie na łóżko i zaczął dotykać. Czułam się jak wtedy w szpitalu, nie mogłam nic zrobić. Zaczął mnie rozbierać, przeraziłam się. Płakałam i płakałam i wtedy do pokoju wleciał Erik. Rzucił się na ojczyma i zaczął go bić. Ale Michael był silniejszy i pijany, więc nie wiedział co robi i oddał Erikowi jeszcze mocniej. Tłukli się i tłukli. Krew aż obryzgała mnie po twarzy. Po chwili wpadli jeszcze bliźniacy i odgrodzili Michaela i Erika. Żądali wyjaśnień… Erik popatrzył tylko na mnie, wystraszoną, z rozdartą koszulką w końcu przestał się przepychać z Lucasem i podbiegł do mnie i mocno przytulił… Bracia były zdezorientowani. Ojczym wypadł z pokoju tak szybko jak wpadł. Zasnęłam w objęciach Erika, a on cały czas przy mnie czuwał. Jak dobrze, że stanął w mojej obronie. W końcu jednak i on zasnął.
Ciocia w mgnieniu oka wywaliła Michaela z domu, zażądała rozwodu, taki też dostała. Zostałam poddana kolejnemu leczeniu psychologa, ale tego już było za wiele. Nie chciałam więcej cierpieć, koszmar tak często kroczył ze mną krok w krok, że nie umiałam inaczej żyć jak tylko w obawie, że coś się może stać.  Już nawet Erik mi nie pomagał przychodząc, uspokajając czy tuląc. Powiedziałam mu o swoich zamiarach targnięcia się na swoje życie. Wpadł w szał, nie mógł tego pojąć jak taka drobna dziewczynka została aż tak doświadczona przez życie. JAK? Po kilku tygodniach usiadłam na łóżku z nożem i chciałam podciąć sobie żyły… Siedziałam tam długo, przykładałam nóż i odkładałam. Przypomniała mi się mama z pierwszego snu i  t e  s ł o w a: „Kocham Cię, musisz być dzielna”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ DZIELNA”
„KOCHAM CIĘ, MUSISZ BYĆ DZIELNA”

Była noc, padał deszcz a ja jak opętana stałam w tym deszczu przed domem i się śmiałam. Przyszedł Erik, złapał mnie za rękę i śmiał się razem ze mną. Nie byłam już sama. Nie będę już sama. Nigdy…

Strzał

Był jesienny ciepły dzień. Wraz ze znajomymi wybraliśmy się na ogródek Marcina. Każdy z nas, a była nas piątka, miał ze sobą po sześć piw. I wtedy zaczęła się moja zabawa z różnego rodzaju używkami. Pamiętam to jak dziś, wpadło jeszcze parę koleżanek i Michał, mieli papierosy i wódkę. Zabawa trwała w najlepsze. Urwał mi się film i obudziłem się dopiero następnego dnia ok. godziny 9:00. Wszyscy spali w szopie na jednym niewygodnym łóżku. Przynajmniej było ciepło, pomyślałem sobie, pocieszając się i starając nie myśleć, co powiem rodzicom.  Siedziałem tam przez jakiś czas i czekałem aż reszta się obudzi. Dopiero o 10:26 wstała kolejna osoba, robiąc taki raban, że reszta zerwała się z łóżka w mgnieniu oka.  Gdy tak na nich czekałem, uświadomiłem sobie, że nie ma się czego bać, rodzice  pewnie zabalowali i nie obchodzi ich czy spałem w domu, czy w jakiejś obleśnej szopie z dziewiątką jeszcze bardziej obleśnych znajomych. Zawsze tak było. Przyzwyczaiłem się.
    Kiedy już wchodziłem po schodach ciemnej, brudnej i śmierdzącej klatki, zauważyłem, że drzwi są otwarte. Zerwałem się do biegu, sprawdzając czy wszystko jest w porządku, no i okazało się, że poza tym całym syfem, nic się nie zmieniło. Matka spała na fotelu brudna i gorzej niż klatka schodowa, śmierdząca.  Czyli norma. Zastanawiałem się tylko, gdzie jest ojciec. Pewnie znowu się pokłócili w trakcie picia, o ostatniego kielicha, ale ujrzałem jeszcze parę nieotwartych piw. Czyli poszło o coś innego. W końcu zdobyłem się na odwagę i ruszyłem w stronę matki, z trudem wytrzymując smród. Zaniosłem ją do łóżka i zająłem się porządkami. Po godzinie dom był już czysty, ale nie do końca pachnący, więc otworzyłem trzy okna, wychodzące na podwórze. No i wtedy go zobaczyłem. Całkowicie spity, pobity, brudny i śmierdzący jeszcze gorzej niż matka. Była sobota więc ludzie odpoczywali i dlatego mało kto mógł mnie zobaczyć, przez co nie najadłem się wstydu pomagając mu wejść na trzecie piętro. Położyłem go na łóżku obok matki i ugotowałem obiad. Wszystkiego sam się nauczyłem, musiałem, mając takich rodziców. No i tak mniej więcej mijały mi wszystkie weekendy. Strasznie mnie to denerwowało, gdyby nie wsparcie babci, pewnie targnął bym się na swoje życie. Dlatego zacząłem palić i pić, żeby zwrócić na siebie uwagę, jednak to wcale nie pomagało. Rodzice nawet byli ucieszeni tym, że będę mógł motać im szlugi. Pogrążając się w oby dwóch nałogach, zauważyłem, że już nie sprawia mi to przyjemności, wtedy sięgnąłem po LSD. Czułem się niebywale, magicznie i chciałem do tego stanu wracać za każdym razem kiedy odzyskiwałem świadomość. Świat rzeczywisty już dla mnie nie istniał, liczył się tylko ten, który ukazywał mi się po zażyciu LSD. Ale na tym się nie skończyło, zacząłem brać wszystko co mi dają, ciesząc się efektami, nawet nazw nie znałem. Tylko brałem i czekałem na pożądane skutki.  Z każdym kolejnym razem, rozumiałem rodziców coraz bardziej, chociaż dalej byłem na nich wściekły za to, że tak mnie traktowali. A raczej nie traktowali, byłem dla nich powietrzem. Wtedy wpadł mi do głowy pomysł aby uciec. No dobra, nie do końca mi, bo kolega już wiele razy mnie namawiał, ale odrzucałem propozycje, teraz jednak byłem zdecydowany. Nie zajęło nam dużo czasu pakowanie się, bo żaden nie chciał brać ze sobą rzeczy przypominających przeszłość, wzięliśmy po plecaku ciuchów i po torbie jedzenia i picia. Z pieniędzmi nie było problemu, zawsze trochę wpadło gdy sprzedawaliśmy towar no i kradzieże. To chyba one zapewniały mi trochę adrenaliny, tego mi było trzeba, żeby chociaż przez moment nie myśleć o tym małym drogim cudzie, jakim są narkotyki. Wraz z Jarkiem wsiedliśmy do pierwszego lepszego pociągu i wysiedliśmy na ósmej stacji, tak jak się umówiliśmy.
    Była to jakaś wieś. Znak z nazwą miejscowości był tak pokryty rdzą, że widać było tylko 2 ostatnie litery tej nazwy, która wydawała się bardzo długa. Nie zabawiliśmy tam długo,  wszyscy się tam znali i nie chcieli nas tam, dało się to zobaczyć i usłyszeć. Chociaż jedna dziewczyna o imieniu Karolina, okazała zainteresowanie nami, pomagała nam kiedy już zapasy żywności się skończyły, a my ją otworzyliśmy na narkotyki. Była tak tym podjarana, że postanowiła z nami wrócić do miasta. Mnie ciągnęło do babci, która zapewne odchodzi od zmysłów, a Jarek już nie miał siły do tych tubylców. 
    Wraz z Karoliną zamieszkałem u babci, która bardzo się ucieszyła, że poznała moją przyjaciółkę, bo tak ją przedstawiłem. Za 12 dni miałem osiągnąć pełnoletniość, byłem bardzo ucieszony, już 3 dni przed urodzinami balowałem ze znajomymi. A gdy już wróciłem na kacu do domu babci, zamarłem ..  Babcia była martwa. Jak ja mogłem ją zostawić aż na 3 dni. Gdy tylko pomyślę, że nie było mnie przy niej, a zamiast tego balowałem bez żadnych zmartwień, to robi mi się nie dobrze. Postanowiłem poprawę wraz z Karoliną. Zamieszkaliśmy razem i razem też przestaliśmy zachowywać się jak głupie dzieci i zakończyliśmy naszą przygodę z wszelkiego rodzaju używkami. Było dobrze, skończyliśmy zaoczne szkoły, pracowaliśmy i mieliśmy niewielki spadek po babci, której byłem jedynym wnuczkiem. Po paru latach, postanowiliśmy wykupić jeszcze strych z racji tego, że mieszkamy piętro pod nim, i mogliśmy zamontować schody które prowadziły na górę. Mieszkania nie chcieliśmy sprzedawać, taki sentyment.

    Pewnego pochmurnego dnia, zapłakana Karolina wparowała  z toalety do sypialni cała się trzęsąc. Przytuliłem ją najczulej jak tylko potrafiłem, a ona nie mogła wydusić z siebie ani słowa, zerknąłem na jej dłoń w której był test ciążowy. „Karolina jest w ciąży, jak to możliwe, nie jestem gotowy, my nie jesteśmy gotowi”, takie myśli chodziły mi po głowie, odbijając się echem. Postanowiłem siedzieć cicho, nie tylko dlatego, że nie wiedziałem co powiedzieć, ale też dlatego, że jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, czego właśnie się dowiedziałem.  Nie chciałem być ojcem, uważałem, że mam na to jeszcze czas. Bałem się zostać ojcem, po przykrych doświadczeniach z dzieciństwa. No i stało się. Zatopiłem smutki w alkoholu. Zacząłem 3 miesiące przed narodzinami, a z czasem powtarzało się to coraz częściej. Piłem długo, długo po narodzeniu Patrycji. Z tamtego okresu nie pamiętam za wiele, bo zazwyczaj wracałem do domu pijany. Pamiętam, jak obie w kącie płakały, płakały, płakały. Tylko ich płacz wyrył mi się w pamięci, nie pamiętam nawet cienia uśmiechu. Po 12 latach, zdecydowałem się na terapie, udało się, chociaż było za późno, obie nie chciały mnie znać, pracy nie mogłem sobie znaleźć, zwróciłem się o pomoc do Jarka, mojego starego przyjaciela, przyjął  mnie pod swój dach, na 3 lata. Po 3 latach zdarzył się cud, Patrycja postanowiła ze mną porozmawiać. Rozmowa była niezręczna, rozmawialiśmy o wszystkim co się wydarzyło w przeciągu tych 15 lat i powiedziała mi, jaka jest ze mnie dumna, że dałem radę wyjść z nałogu. Z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej, stosunki między nami się poprawiły, a nawet mogę powiedzieć, że pokochałem te małą tak jak kiedyś jej nienawidziłem. Zawsze zwalałem winę na nią, że pije, że żona mnie nie chce znać i że mieszkam z kolegą. A teraz zrozumiałem, że to moja wina. To wszystko było spowodowane tym, że byłem głupi i słaby. Ale przyznałem się do tego błędu a rodzina ku mojemu zdziwieniu przyjęła mnie z otwartymi ramionami. Jestem szczęśliwy, że byli tak dla mnie mili po tym jak je skrzywdziłem, następnym razem pomyślę dwa razy zanim napije się alkoholu. Ale kto wie, co przyniesie przyszłość …